Bloody G437 - Recenzja

  • Autor: Michał Hawełka
  • Opublikowano: 08 Lipiec 2018
  • Komentuj 3

Sprzęt marki Bloody (wydawany w Polsce pod egidą A4Tech) towarzyszy mi już od paru ładnych lat. Jako że nie mam zbyt wysokich wymagań względem myszek czy klawiatur ich sprzęt spełniał moje oczekiwania i był przy tym bardzo przystępny cenowo. Teraz w moje ręce wpadły słuchawki. A tutaj już bardziej zależy mi na jakości. Sprawdźmy zatem, jak poradziły sobie Bloody G437.

Producent na pudełku chwali się dźwiękiem 7.1. Ale jest to 7.1 wirtualne, czyli nie mamy w tych całkiem sporych muszlach ukrytych ośmiu głośniczków, tylko są one “symulowane”. Mały zgrzyt już na początku, ale z drugiej strony czego ja oczekuję od słuchawek za nieco ponad 100zł. Skoro już przy pudełku jesteśmy. Jego zawartość jest całkiem standardowa jak na sprzęt z tej półki cenowej. Dostajemy słuchawki, parę papierów (gwarancja, świadectwo oryginalności) i… i tyle. Wszystkie potrzebne informacje są umieszczone na samym pudełku. Minimalizm pełną parą, ale nie oszukujmy się, czego byśmy w pudełku nie dostali, to prawdopodobnie wylądowało by w koszu równie szybko co instrukcja itp.

Przejdźmy do wrażeń estetycznych. Słuchawki Bloody G437 wyglądają całkiem nieźle. Widać co prawda wszechobecny plastik (raczej z tych tańszych), ale całość budzi raczej pozytywne odczucia. Sam układ przypomina mi moje wcześniejsze AKG K240, zwłaszcza przez dwa metalowe pałąki i ten kawałek materiału imitującego skórę. Muszle są pokryte tym samym materiałem i są całkiem miłe w dotyku. Początkowo po wyjęciu z pudełka nie pachniały zbyt dobrze, ale po kilku godzinach zapach zanikł. Na uwagę zasługuje jeszcze logo Bloody na zewnętrznej stronie muszli - to świeci się na 7 różnych kolorów. Bajer, ale od razu daje słuchawkom +1 do wyglądu.

Co jeszcze ważne to mikrofon i kabel. Jako że nie są to zwykłe słuchawki a headset, to musiał się również tutaj pojawić mikrofon. Ten nie rzuca się zbytnio w oczy, bo jest po prostu lekko wystającym elementem lewej słuchawki. Początkowo obawiałem się, że przez to jakość nie będzie zbyt dobra, ale koniec końców okazało się, że nie było tak źle (do testów mikrofonu przejdziemy później). Z kolei kabel wywołał u mnie mieszane uczucia. Wygląda trochę jak wąż. Poprzednie produkty tej firmy przyzwyczaiły mnie do okablowania sznurkowego. Szkoda że nie zostało ono użyte i w tym przypadku. Przewód owszem się nie zawija/zakręca, ale przez to jest dość sztywny i czasami ciężko jest go sobie wygodnie ułożyć. Ogólnie jestem zadowolony z jakości wykonania względem ceny sprzętu. Przy dłuższym użytkowaniu trochę bolały mnie uszy, ale póki co chyba jedynymi słuchawkami które mnie “nie bolą” są HyperX Cloud II - a to już zupełnie inna bajka.

Dobra, pooglądaliśmy już sobie te słuchawki z każdej strony. Ale jak sprawdzają się w aspekcie najważniejszym - dźwiękowym? Tu, muszę przyznać, jest całkiem nieźle jak na sprzęt za taką cenę. 7.1 co prawda nie urywa niektórych części ciała, ale w grach czasami robi różnicę w porównaniu ze “zwykłymi” słuchawkami. Dźwięk jest tutaj całkiem zrównoważony, ale nie chcę użyć słowa “płaski” bo to byłoby wobec G437 niesprawiedliwe. Jest tutaj trochę basu, całkiem sporo środka i zadowalająca ilość “góry”. Do gamingu jak najbardziej w porządku. Troszkę gorzej jest ze słuchaniem muzyki, bo ciężko jest się tutaj wsłuchać w niuanse odtwarzanej muzyki - inna sprawa, że trudno tego wymagać od headsetu za nieco ponad 100 złotych. Co ważne - G437 nie grają zbyt głośno. Na maksymalnych ustawieniach pokrętła umieszczonego na tyle lewej słuchawki moje uszy nie cierpiały. Był to raczej komfortowy poziom głośności. Na plus zasługuje także to, że nawet na maksymalnych ustawieniach głośności moja żona siedząca w tym samym pokoju nie słyszała tego co ja, a to wbrew pozorom nie jest normą w słuchawkach półotwartych.

No i została nam jeszcze jedna sprawa do omówienia - mikrofon. Tutaj cudów się nie spodziewałem, bo wiele headsetów już na sobie miałem i za każdym razem to właśnie mikrofon był najsłabszym ogniwem. Nie inaczej jest w Bloody G437. Mikrofon z racji tego, że jest dość krótki łapie bardzo dużo szumów i, podobnie jak słuchawki, do najgłośniejszych nie należy. Na pewno sprawdzi się do komunikacji na Discordzie czy innym Teamspeaku, ale już do nagrywania Let’s playów poszukałbym czegoś lepszego.

Bloody G437 zdają egzamin jak na słuchawki za nieco ponad 100zł (ten model znalazłem tylko w jednym sklepie dużej sieci). Wyglądają nieźle, choć dużo tracą po bliskim kontakcie (tani plastik!), brzmią akceptowalnie, a czasem nawet całkiem nieźle. Do tego mają mikrofon, może niezbyt dobry, ale do voice chatu wystarczający - naszym współtowarzyszom nie będą krwawiły uszy. To wszystko wpisuje się w moje dotychczasowe wyobrażenie o marce Bloody - tani sprzęt, względnie sensowna jakość, uczciwe wykonanie. W sam raz na początek przygody z “gamingowym” sprzętem.

 

+ Jakość dźwięku (jak za tą cenę)

+ Świecące logo

+ Lekkie

+ Dobrze się prezentują z daleka...

- ... ale gorzej z bliska (tani plastik!)

- Mikrofon bez szału

- Kabel niczym zaskroniec

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy do komentarzy. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji spoleczności brodaczy!

Komentarze