DIY: RPG DICE SET #2

  • Autor: Kamila Zielińska
  • Opublikowano: 17 Wrzesień 2019
  • Komentuj 3

Niedawno rozpoczęłam nową serię, DIY: RPG DICE SET. W pierwszym wpisie pokazałam Wam, jak zaczęła się moja przygoda z odlewaniem własnych kości do RPG z żywicy, opowiedziałam o tym co jest niezbędne oraz przedstawiłam pierwsze efekty moich zabaw z silikonem i żywicą poliuretanową. Dzisiaj zapraszam na kontynuację tego wątku, z nowym silikonem, nową żywicą i nowymi technikami. Zobaczcie jak mi poszło!


Jak widzicie dojechała nowa partia silikonu i żywicy, tym razem epoksydowej. Tym razem zamówiłam przez Allegro od sklepu agbet.eu i żywicę będę zamawiać właśnie tam. natomiast silikon, cóż... Do tego jeszcze dojdziemy. oprócz nowego silikonu i żywicy dodatkowo pojawił się czerwony barwnik, żółty perłowy pigment i fioletowy pigment fluorescencyjny. Czas poeksperymentować!


Pierwszy odlew nowej żywicy

Jeśli pamiętacie to dobrze, jeśli nie to przypominam. Ostatnio po rozformowaniu żywicy z silikonu okazało się, że poliuretanowa niestety nie chce wysychać i jest klejąca po wyjęciu z foremki. W efekcie próby zeszlifowania kości, przetarcia alkoholem lub nałożenia barwnika na numery skończyło się tragicznie. :D 

Dla pewności, ze tym razem coś takiego nie nastąpi, wlałam do starych foremek z poprzedniego silikonu czystą, bezbarwną żywicę epoksydową. Efekt? Następnego dnia wyjęłam całkiem niezłe odlewy, choć miały jeszcze sporo bąbelków.

Zaliczając pierwszy sukces i wyciągając dwie bezbarwne, nie klejące kości, przystąpiłam do drugiej próby wylania form i kości. Cały proces ponownie zajął kilka dni, gdyż dla pewności czas rozformowania zawsze uznaje za dużo dłuższy i po prostu odstawiam odlane formy i żywicę do następnego dnia.

NOWE FORMY

Z nowymi formami to było trochę śmiechu. Źle obliczyłam potrzebną ilość na 7 kości, więc trzeba było dorobić dodatkową porcję. W czasie kiedy ja odpowietrzałam gotowych 5 foremek, mój luby wymieszał drugą porcję. Słowo daje, nie wiem jak do tego doszło, ale z tych samych proporcji wyszły nam dwa różne kolory silikonu, więc po prostu któreś z nas się pierdyknęło w obliczeniach. Dla spokoju tego związku nie dochodziliśmy które z nas się pomyliło. ;] Tak czy siak obie formy stężały bez problemu i następnego dnia mieliśmy doskonale przygotowane moldy. Zminimalizowaliśmy również ilość bąbli powietrza w silikonie, dzięki intensywnemu trzaskaniu plastikowym kubeczkiem po zalaniu w stół. Dodatkowo silikon wlewamy z bardzo dużej wysokości i bardzo cienkim strumieniem. Dlatego jeśli kupujecie silikon, to upewnijcie się, że nie jest to FAST CURE, bo z półgodzinnego czasu wiązania zrobi Wam się 6 minut.

No taki ładny silikon się wydawał...


Pierwszy set - miało być fluo wyszło bordo

Ok. Formy gotowe, więc z entuzjazmem zabrałam się za mieszanie nowej żywicy. Wiecie ile barwnika potrzeba, by uzyskać pożądany kolor? Ja też nie, natomiast pradawna technika na oko nie zadziałała. Z bardzo jasnego fluo fioletu wyszła mi ciemna purpura, a jak dorzuciłam porcję złotego perłowego pigmentu, otrzymałam cudowny kolor buraczka.Natomiast na plus wyszła nowa metoda zalewania formy. Użyłam do tego zwykłej strzykawki z długą igłą. Dodatkowo wstawiłam wymieszaną żywicę z barwnikami do piekarnika na 5 minut w 40 stopniach. Podgrzewanie żywicy jest spektakularne w skutkach, gdyż większość bąbli po prostu wydostaje się wtedy na powierzchnię i pęka. Dzięki temu kości wyszło gładkie i całkiem ładne jak na pierwszy set. Co się stało z silikonowymi formami? O tym za chwilę.


Z wielkich pomysłów rodzą się wielkie katastrofy

Ogrzewanie żywicy okazało się zarówno strzałem w dziesiątkę, jak i w kolano. Z jednej strony w końcu udało się odpowietrzyć kości, z drugiej strony... Po podgrzaniu w pewnym momencie żywica zaczęła się niemiłosiernie grzać i dymić i nagle zgęstniała. Wszystko przez to, że podgrzewanie przyspiesza proces wiązania. Dorobiłam drugą porcję, podgrzałam ją nieco krócej, ale pierwsze 3 zalane formy niestety rozpuściły się od parzącej żywicy. W efekcie silikon przylgnął na stałe do kości, a ja szukam teraz sposobu na łagodne usunięcie resztek bez niszczenia kostek.

Po zasięgnięciu porady okazało się, że ten rodzaj silikonu ma tendencje do lepienia i ciepło tylko dodatkowo pogłębiło tę wadę. W tej chwili zamawiam nowy silikon, tym razem polecony mi przez kogoś bardziej doświadczonego. Mam nadzieję, że trzeci odlew wyjdzie bez problemu.


Przyszedł jednak czas na szlifowanie i obrabianie kości z malowaniem numerów, ale o tym opowiem Wam innym razem, bo jak się okazało, wcale nie jest to najłatwiejsza część. :) Trzymajcie kciuki za kolejne próby i widzimy się już niebawem w trzeciej części DIY: RPG DICE SET.

 

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy do komentarzy. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji spoleczności brodaczy!

Komentarze