World War Z, Fight Club i The Mexican

Moje przeglądy filmowe, które do licha ciężkiego nie są recenzjami, przybrały ostatnio nowa formę. Nie tylko przedstawiam Wam świeży film prosto z kina, ale zachęcam także do obejrzenia dwóch starszych produkcji, które na mojej liście znajdują się wśród pozycji obowiązkowych. Ten tydzień stał pod znakiem World War Z, natomiast moje propozycje, to Fight Club oraz The Mexican.

WWZ

Podług mojej własnej skali World War Z zasłużył sobie na ósemkę. Więcej opowiadać nie będę, bo mojej opinii możecie posłuchać poniżej. Rzec wystarczy, że ocena jaką wystawiłem to 8/10.

Jeśli zaś chodzi o moje propozycje, to na miejscu pierwszym Fight Club z Bradem Pitem i Edwardem Nortonem (wiem, że nie Andrew, jakoś mi się czasem coś przejęzyczy). Ten film obejrzałem przypadkowo gdzieś podczas moich sobotnich filmowych posiedzeń. Tak, jak byłem młodszy miałem taki czas, że każdy weekend spędzałem poza domem w starym mieszkaniu w Bolesławcu. Jeśli była impreza, to śmigałem się bawić, jeśli nie, to wypożyczałem kilka filmów, robiłem sobie gigantyczną porcję frytek i spędzałem w ten sposób bardzo nieproduktywny, acz udany wieczór.

Fight Club był absolutnym hitem pewnego wieczoru. Wyrwał mnie z butów, zachwycił i zaskoczył. Genialny pomysł, boska realizacja i wyśmienita, pokręcona relacja dwójki bohaterów – Taylera Durdena (Brad Pitt) oraz anonimowego narratora (Edward Norton). Wypadałoby także wymienić główną bohaterkę psychodelicznego trójkąta Marlę Singer w tej roli Helen Bonham Carter. Nie obejrzenie tego filmu, to grzech.

FC

Kolejna propozycja jest z tych bardziej luźnych – The Mexican z Bradem Pittem i Julią Roberts. Nie dajcie się jednak nabrać, to co na pierwszy rzut oka wygląda jak błaha komedia romantyczna zamienia się w pokręcony kryminał, czarną komedię,  z mnóstwem zabawnych i zajmujących wątków. Wiarygodnie i zabawnie zagrane, dobrze poprowadzone fabularnie i z całą masa zwrotów akcji. Film nie do przewidzenia, warto zobaczyć chociaż jest to produkcja, która nie zawsze wchodzi przy pierwszym podejściu. Temu filmowi warto dać druga szansę. Chociaż w zasadzie nie filmowi, w tym przypadku te druga szansę daje się sobie, a efekt bywa z reguły zadowalający.

Przy okazji nie wypada pominąć postaci Winstona, w którego rewelacyjnie wcielił się James Gandolfini.

imgthe mexican1_Fotor_Collage

Jeśli Was ciekawi co mam w planach na nadchodzący tydzień, to szykuję się na Pacific Rim. Do moich wrażeń z filmu dorzucę Wam także kilka starszych propozycji. Macie moi mili pomysł jakie propozycje filmowe pasowałyby do tej produkcji? Jeśli tak, to piszcie śmiało, z przyjemnością skorzystam z Waszych rad. Tm razem kluczem był główny aktor grający bohatera filmu World War Z. Jaki klucz byłby wskazany przy pacific Rim – bestie, oceany, głębia? Wybór jest chyba spory.

1

 

 

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy wszystkich do komentowania naszych artykułów. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji społeczności brodaczy!