Recenzja nr 1

Boziu droga, jak ja recenzji nie lubię, swoją ostatnią pisałem wiele lat temu, więc ten powrót jest zaskoczeniem nawet dla mnie. W związku z tym tekst dzisiejszy będzie pełen dygresji, ale tak trzeba. Jak się grzebie w starej ranie, to po pierwsze warto uzasadnić to sobie, a po drugie wszystkim tym, którzy muszą na to patrzeć.
Jeżeli ktoś zadaje już sobie pytanie: „ale zaraz, o jaką grę chodzi?”, to znaczy że myśli sensownie, ale mimo wszystko będzie musiał poczekać.

Lichdom Vol II (02).mp4_snapshot_01.35_[2014.08.30_10.28.33]

Problemem recenzji, a zwłaszcza recenzji gier, jest fakt, że ich autorzy wbili sobie do głów to, co napisano w wikipedii, a mianowicie, że ta forma dziennikarska jest zawsze subiektywna. Pewnie że tak, ale niestety ta idea, tak się wyryła w świadomości naszych gamingowych pisarzy, że zapomnieli do stu diabłów, po co oni to w ogóle piszą. Bo nie po to piszesz recenzję, żeby się podzielić swoją niezależną i jakże kurna wartościową opinią, ale po to, by czytelnik po przebrnięciu przez te farmazony wiedział czy gra, książka, film mogą mu się spodobać.

Plusy, minusy, oceny gier wprowadzono dlatego, że czytelnik w znakomitej większości nie czyta tego co jest wcześniej. No i ja się nie dziwie, że nie czyta. Sam tam nie zerkam, bo całe to biadolenia nie spełnia podstawowej funkcji. Nie odpowiada na istotne pytanie.
– Sorry Panie redaktor, jestem tu nowy, ale czy ta gra mi się spodoba?
– Nie wiem panie czytelnik, przecież to jest tylko moja subiektywna opinia.
No i o tyłek rozbić takie pisanie. Potem jeszcze do tego wszyscy narzekają, że ludzie się zmienili, bo nikomu się nie chce, jest za młody, jest za głupi i nie czyta tekstu, który się składa więcej niż ze 100 znaków. Po co ma czytać? Tekst powstaje tylko i wyłącznie po to, by sobie recenzent mógł ego połechtać swoją niezależnością.

A przy okazji niezależności.

Lichdom Vol II (02).mp4_snapshot_00.44_[2014.08.30_10.28.09]

Wkurza mnie, że dzisiaj negatywna opinia o grze jest bardziej wiarygodna, niż pozytywna. Jakby sobie ludzie za punkt honoru stawiali udowodnienie po pierwsze swojej wnikliwości, a po drugie i dalsze, że nie rusza ich hype, nie ulegają trailerom, zapowiedziom, PR-owym sztuczkom, a przede wszystkim dwudniowemu chlaniu, jakie im wydawca zorganizował trzy dni przed premierą gry. Nie bez powodu stanowisk do chlania na takich pokazach bywa z reguły 10 razy więcej niż stanowisk do grania. Hej, ale już dzisiaj takich imprez nie robi się tak często jak kiedyś. Teraz się zaprasza 10 chłopaczków z internetów, pokazuje grę i wysyła do domów. No i jest taniej i nie ma draki, bo nikt przypadkowo (z tego całego grania) nie puści pawia na hostessę.

Nie żebym się czepiał ludzi co te recenzje piszą, jeśli już to bardziej redakcjom, które ten trend popychają. Z nikim się tak dobrze nie pija, jak z kolesiami do gier, ale jak ktoś potem dostaje w łapy Wolfensteina i mu daje 4/10 (stara historia) to mnie szlag trafia. Co to w ogóle znaczy 4 na 10? Czyżby to, że czterech kupujących na dziesięciu będzie zadowolonych z gry? No chyba nie.

Lichdom Battlemage

Bawię się w to cuś od paru dni, mam za sobą dziesięć godzin grania, z czego zarejestrowałem i pokażę Wam przynajmniej osiem (a pewnie więcej) i postanowiłem napisać komu ten tytuł ma szansę się spodobać, a komu nie.
Dostajecie historię i uczestniczycie w poczynaniach pewnego młodego maga, którego trzeba oszlifować i wysłać w bój z demonami, nieumarłymi i całą masą innych szkarad. Standardowa opowieść z zemstą w tle.
Do swojej dyspozycji dostajecie kilka szkół magii, a te kształtujecie w dowolny sposób tak jak Wam się podoba i tak jak w danym momencie działa najlepiej. Całą grę praktycznie strzelacie z palców do bestii, które zawsze pojawiają się w tych samych miejscach, ale jest w tym strzelaniu więcej niż można podejrzewać na pierwszy rzut oka.

Lichdom Vol II (03).mp4_snapshot_17.14_[2014.08.30_10.29.49]

Lichdom jest liniowy tak bardzo jak to tylko możliwe. Poruszacie się praktycznie cały czas korytarzem, odbijając od czasu do czasu minimalnie na boki żeby wykonać zadanie dodatkowe, bądź posłuchać jakiejś historii. Te ostatnie opowiadane są przez aktorów na bardzo przyzwoitym poziomie. W dialogach jest trochę humoru i trochę powagi. Proste, ale mnie kupiło.

LD VOL VI (04).mp4_snapshot_14.27_[2014.08.30_10.08.32]

Najważniejsza jest jednak mechanika tworzenia zaklęć, która daje piekielnie dużo możliwości. Składacie czary dopasowując ich kształt (pocisk, promień, granat, deszcz, pułapka, pole), modyfikując je (zniszczenie, kontrola, mistrzostwo). Na najwyższych poziomach zaklęcie składa się z 6 elementów, które układacie tak jak Wam się podoba, w ramach granic wyznaczonych przez twórców, ale dających ogromne pole do popisu. Czary poszczególnych szkół mogą się zazębiać i gwarantować dodatkowe efekty. Zamrożenie podpalonego celu zada mu dodatkowe obrażenia, pocisk telekinezy w zamienionego w sopel wroga zrobi bez wątpienia większą krzywdę, magiczne pasożyty w ciele wroga eksplodują i rzucą się na pozostałych przeciwników płonąc, mrożąc bądź rażąc prądem, zależnie od tego czym zabiliście pierwszy cel. Kombinacje ogranicza wyłącznie wasza wyobraźnia.

Lichdom Vol V (04).mp4_snapshot_25.34_[2014.08.30_10.08.13]

Kto się będzie bawił dobrze?
Jeżeli lubisz kształtować mechanikę gry na własnych zasadach, bawić się budowaniem zaklęć (kłania się Morrowind), rozbijać nimi rzesze potworów (Hexen) to dostaniesz to czego potrzebujesz. Lichdom jest jak szkoła magii. Najbardziej bawi eksperymentowanie i obserwowanie efektów własnych pomysłów. Musisz zaakceptować wyższy poziom trudności. Nie ma wyboru, jest tylko jeden. O ile grupy potworów, przy odrobinie wprawy, rozkładasz jak mistrz magii, o tyle na bossach możesz potrzebować kilkunastu prób (jakby Darksouls, ale bez tylu frustracji). Najważniejsza w grze jest mechanika zaklęć i to Ty wprowadzasz urozmaicenia, nie sama gra. Ta jest liniowa, a potwory są powtarzalne. Dostaniesz niezłą fabułę, ale niespecjalnie odkrywczą, za to znośnie opowiedzianą. Nie będzie Ci potrzebny ekwipunek, zaklęcia dają wszystko czego potrzebujesz.

Kto się rozczaruje?
Jeśli szukasz otwartego świata, to nie będziesz zadowolony. Wszystko jest liniowe, tak lokacje, jak i historia. Nie ma tu zadań pobocznych, wielobarwnych wątków. Kwestie RPG zostały sprowadzone do rozbudowy zaklęć i rozwijania poszczególnych szkół magii. Nie ma przedmiotów, plecaka i ekwipunku. Nie ma złota, sklepikarzy, magicznych lasek (no jest jedna, mówią na nią Gryphon i ma ptaka – nie pytaj, trzeba samemu zobaczyć), nic tu nie kupisz i nic nie sprzedasz. Nie wybierasz opcji dialogowych, słuchasz jedynie zaplanowanej wcześniej historii. Zabawa przypomina czasami odrabianie zadań z matematyki. Siedzisz nad zbiorami i podzbiorami, układasz wzory starannie patrząc na wyniki. Potem sprawdzasz je w akcji, jak działają, to z czasem ulepszasz, jeśli nie, to zaczynasz od początku.

Ja jestem w tej pierwszej grupie.

Grę obejrzysz tutaj: Seria Historie Lichdom
A kupisz tutaj: https://www.g2a.com/r/lichdomrock
Lichdom Battlemage kupiłem sobie sam za 74 złote.

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy wszystkich do komentowania naszych artykułów. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji społeczności brodaczy!