Misja ''The'' 100

  • Autor: Kamila Zielińska
  • Opublikowano: 02 Lipiec 2017
  • Komentuj 3

 

Kiedy w 2014 roku wyszedł pierwszy sezon nowego serialu The 100, natychmiast trafił do grona moich faworytów. W tym akurat czasie nie było zbyt wielu filmów i seriali z gatunku sci-fi. Pojawiały się pewne produkcje, jak choćby Extant z doskonałą Halle Berry w roli głównej czy zjawiskowy romans-dramat w klimatach sci-fi Star-Crossed/Przeznaczeni, które dostało jeden jedyny sezon i zniknęło w blasku Teen Wolfa, Wikingów i Gry o Tron. Wśród tego wszystkiego pojawiła się setka, która do dzisiaj jest w moim top 5.

 

Każdy czwartek o 6 rano. To była godzina radości tylko dla mnie. 

Kto przybywa do nas na redakcyjne streamy ten wie, że jestem skrajnym fanem serialu. Z tej okazji nasze JaRaczkowe grono w dniu moich urodzin zaskoczyło mnie prezentem, a dokładniej książką Misja 100 Kass Morgan. Pomyślałam więc, że serial nie jest taki odkrywczy i po prostu dostanę kolejny hit, który z czasem fabularnie przeskoczy oryginalną wizję autora. 

The 100 miało swoje lepsze i gorsze momenty. Każdy sezon ciągnął ze sobą zupełnie nowe zagrożenia dla bohaterów. Jason Rothenberg szukał odpowiedniej drogi dla serialu po znanych sobie tematach sci-fi. Sztucznej inteligencji, katastrofie, wojnie atomowej, złym którzy przetrwali na Ziemi a nawet transfuzjach i medycznych zawiłościach, które zazwyczaj naginają zarówno prawa biologii jak i fizyki. Ale jednak docenić trzeba, że szuka nowych dróg i powoli odnajduje kierunek, w którym The 100 będzie najbardziej do twarzy.

Z radością rzuciłam się więc na oryginalny zamysł mojego małego, serialowego cudu. Z tyłu na okładce napisano ''Fascynująca, mrożąca krew w żyłach dystopia, na podstawie której powstał serial The 100''. Czujecie taką reklamę? Największy fan telewizyjnego odpowiednika dostaje w ręce 250 stron czystego złota z takim oto dopiskiem. Powiedzieć, że byłam bliska zawału to za mało. A potem zaczęłam czytać i wtedy ten zawał przeżyłam na pewno.

 

W książce uderzyli w ślinę pierwszego dnia na Ziemi, a w serialu? Dwoje silnych liderów. Przyjaciele, którzy widzieli śmierć swoich ludzi i często stali po różnych stronach barykady. 

Dzieło Morgan porównywane jest do Igrzysk Śmierci i Władcy Much. Gdzieś ktoś z recenzentów widocznie znalazł w tej książce zalążek fabuły, którego ja nie dostrzegłam. Ilość wątków jest potwornie duża, a bohaterów-narratorów chyba czworo. To wszystko zamknięte w 250 stronach, nie miało praca stworzyć rozbudowanego opisu świata do którego trafiamy, a przecież na litość poznajemy Ziemię na 300 lat opuszczoną przez ludzkość z powodu zniszczeń w czasie wojny jądrowej! Ziemia żyje i ma się dobrze, a jedyne czego się o niej dowiemy, to fakt, że istnieje tam jeden dwugłowy Jeleń, którego zresztą bohaterowie zjedzą przy ognisku. Drugi istotny fakt: pada deszcz i nie jest toksyczny. Tym sposobem autorka zapewniła swojej setce skazańców bezpieczeństwo i swobodnie oddała się penetrowaniu ich osobowości.

Między serialem a zapiskami Kass Morgan zgadzają się pewne rzeczy. Jest Clarke, jest Bellamy i jest Wells. Bellamy istnieje po to, żeby ratować młodszą siostrę Octavię, a ojciec Wellsa, to kanclerz Jaha, postrzelony zresztą przez Bellamy'ego. To tyle jeśli chodzi o podobieństwa. I całą fabułę książki…

Zastanawiam się, jak można z tak fantastycznego pomysłu zrobić tanie romansidło. Każdy rozdział książki opisuje dzieje innego bohatera. W każdym z nich znajdziemy kilka stron retrospekcji, które poruszają życie wybrańców Arki przed odosobnieniem ich w więzieniu. Niestety, często retrospekcje nie wyjaśniają co dokładnie zaszło między (np. Wellsem a Clarke) bohaterami, a jedynie opisują odczucia jakie towarzyszyły danej postaci. Koszmar tego melodramatu kończy się zanim się zacznie, w momencie kiedy dowiadujemy się, że Ziemia nie jest opuszczona i kończy się książka.

 

Czym jest więc Misja 100? Nawet nie pierwszym odcinkiem serialu. Może jego połową? Rothenberg zdążył w 40 minut pierwszego epizodu zarysować nam świat, dać wyraźnych przedstawicieli zarówno tytułowej setki jak i Arki, pokazać zasady rządzące światem wyreżyserowanym w serialu i przygotować nas na przygodę w brutalnym choć pełnym nadziei nowym środowisku. Morgan w 250 stron zdążyła jedynie napisać kto kogo kocha i dlaczego nie mogą być razem.

Nie jest to może standardowa recenzja, ale warto chyba powiedzieć o tym, że książka jest po prostu słaba. Słabo przemyślana, słabo napisana, słabo wydana. Koszmar. Bardzo chciałam wiedzieć jak potoczą się losy moich ulubieńców w książce i w głowie pani Kass, niestety nie sięgnę po kolejne tomy, bo mi szkoda oczu.

Prawdopodobnie nie byłabym tak krytyczna, gdyby właśnie nie skończył się 4 sezon serialu. Ten właśnie sezon postawił najmocniej ze wszystkich, na współpracę wszystkich klanów i uzmysłowił, jak niewiele znaczą sztuczne podziały rasowe w obliczu ogromnej katastrofy. Nie był on wolny od różnego rodzaju głupotek i naiwności scenariusza, ale ciągnął i rozwijał w dużo dojrzalszy sposób wydarzenia z poprzedniego sezonu. Zakończenie pokazało, że w przyszłym roku zobaczymy zupełnie inny wymiar The 100 i nowe zagrożenia, może bardziej realne niż krwiożercza sztuczna inteligencja. :)

 

Kiedy dzisiaj patrzę na ten trailer, widzę świecące rośliny rodem z Avatara, dwugłowe jelenie, mimo braku innych mutacji w naturze i wiele różnych zagrań dla nastolatków. Wniosek mam jeden, serial dojrzewa jak Harry Potter. Razem ze swoimi widzami. 

Mimo wszystko dziękuję jeszcze raz moim JaRaczkom i oczywiście Asi, za możliwość przeczytania Misji 100 i mam nadzieję, że wspólnie ze mną poczekacie do 5 sezonu serialu. :)

 

 

 

 

 

 

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy do komentarzy. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji spoleczności brodaczy!

Komentarze