Dwa zdania o... Escape from Tarkov

  • Autor: Joanna Pamięta-Borkowska
  • Opublikowano: 21 Kwiecień 2017
  • Komentuj 2

Ekwipunek wygląda imponująco

Ekwipunek wygląda imponująco

Escape from Tarkov to gra rosyjskiego studia Battlestate Games, która znajduje się jeszcze w fazie alfa. Od kilku dni Redakcja Ja,Rock! ogrywa ową produkcję i w końcu doszliśmy do wniosku, że mimo skrajnie różnych odczuć, możemy Wam co nieco o niej napisać. Escape from Tarkov to gra określana przez twórców jako realistyczny online first-person action RPG/symulator z elementami MMO oraz rozbudowaną historią (uff...). Co się kryje za tą zawiłą definicją? Zacznijmy od fabuły. Akcja gry toczy się w fikcyjnym regionie Norvinska, w mieście Tarkov opuszczonym przez lokalną ludność na skutek działań wojennych. Na miejscu pozostali tylko członkowie gangów oraz najemnicy. Gracz wybiera jedną z dwóch prywatnych firm wojskowych (później dostępna będzie trzecia - Scavs, czyli miejscowi) - USEC albo BEAR, a jego zadaniem jest wydostać się ze zmilitaryzowanej strefy. Linie zaopatrzenia zostały odcięte, brakuje komunikacji z bazą, nikomu nie można ufać, bo nie wiadomo, kto jest wrogiem, a kto sojusznikiem. W takich okolicznościach przyrody przyszło nam grać. Chyba najbardziej charakterystyczną cechą Tarkova jest to, jak nas wita. Pierwszy kontakt z grą przebiega u mnie podobnie jak nawiązanie znajomości z nowym człowiekiem - nie oceniam, nie zmieniam ustawień, olewam samouczki i klikam ''Play''. Nie chcę się nastawiać, szukać opcji w menu. Najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Czy gra mnie wciągnie i czy intuicyjnie zacznę poruszać się w wirtualnym świecie? Dopiero potem mogę sobie podkręcić albo wyłączyć opcje grafiki, włączyć napisy itd. Tarkov przywitał mnie czarnym ekranem, na którym ledwo co rozróżniłam gwiazdy i zarysy drzew. Zrobiłam kilka kroków, podeptałam parę krzaków, zamachnęłam się nożem, tylko po to, by upewnić się, że to jedyna rzecz, którą dobrze widzę. Mapy nie miałam. Latarki też. Niewidomy człowiek z nożem w głuszy - to było dla mnie za wiele.

Tak się kończy, jak nie weźmiecie latarki...

Tak się kończy, jak nie weźmiecie latarki...

Wyłączyłam grę. Tak, Adam ma rację:
Adam: Tarkov nie jest grą dla każdego. To naprawdę trudna, wymagająca sporo czasu na zapoznanie się z mechaniką, gra. Zapomnijcie o strzelaninach w stylu Battlefielda czy CoD, w których latamy po planszy niczym kot z pęcherzem strzelając do wszystkiego co się rusza, skaczemy, pływamy, wysadzamy pojazdy - generalnie ciągle ciśniemy na bardzo wysokich obrotach, a jedynym przerywnikiem w niekończącej się paradzie wybuchów jest śmierć i oczekiwanie na respawn.
Drugie podejście, tym razem postanowiłam zerknąć w zakładkę ''Character'' - i, proszę, przed rozpoczęciem gry ustalam, co mam w plecaku. Zmyliło mnie położenie tej opcji w menu. Zazwyczaj ekwipunek dobieramy już po wybraniu trybu gry i frakcji... ale przecież nie wszystkie gry mają wyglądać tak samo. Znalazłam magazynek, naładowałam go nabojami, zapakowałam sobie nawet coś do picia, pełen luz. Latarki niestety nie miałam, ale wybrałam inną mapę. Wybrałam też tryb offline. Przez kolejne dwie godziny uczyłam się wszystkich zakamarków fabryki. Słyszałam, że długo trzeba szukać przeciwników, ale nie wiedziałam, że potrafi zająć to tyle czasu (potem zorientowałam się, że nie zaznaczyłam opcji PvE...). Przy okazji jednak przyjrzałam się mechanice poruszania. Możemy pokonywać przestrzeń na kilka sposobów - jest sprint, czołganie się, skradanie, oraz zwykły marsz, z tym że prędkość jest regulowana za pomocą pokrętła myszki. To ciekawy zabieg. W końcu nie muszę chodzić w wiecznym przykucu jak w Skyrimie (ulubiona postać - skrytobójca, toż to oczywiste).

Możemy też zagrać ze znajomymi... ale cios w plecy zawsze kusi

Możemy też zagrać ze znajomymi... ale cios w plecy zawsze kusi

Adam: Tam gdzie Battlefield robi wrażenie skalą, ilością żołnierzy i pojazdów biorących udział w starciu, Tarkov stawia na kameralność. Tam gdzie CoD rzuca nas kolejną niezwykle dynamiczną misję, Tarkov pozwala graczom na dobranie tempa gry wedle własnego uznania. No i ten klimat... matko, ależ ta gierka jest klimatyczna! Niby przez znaczną część czasu nic specjalnego się nie dzieje, ale i tak podczas rozgrywki serce waliło mi jak szalone - czy za rogiem nie czai się własnie kolega z pistoletem gotowy zabrać cały mój ciężko zdobyty loot? Najpewniej się czai.
Tak, zgadzam się z Adamem, klimat jest niesamowity, ale mi zajęło trochę czasu, by go docenić. Pierwsze dwie rozgrywki mnie zirytowały (przyznaję, sama sobie jestem winna, ale jak już mówiłam, taki mam sposób poznawania gry - lecę na żywioł), ale już trzecia, osadzona w pięknych lasach, pochłonęła bez reszty. Grafika nie jest słodka i cukierkowa lecz bardzo realistyczna. I kolejna ważna rzecz - przydadzą się dobre słuchawki. Tutaj, podobnie jak w Rainbow Six, każdy dźwięk ma znaczenie. Doskonałe jest też odwzorowanie podłoża - dźwięk kroków zmienia się wyraźnie w zależności od tego, po czym chodzimy.

W ciemności bez latarki ani rusz, chyba że chcecie oświetlić sobie pomieszczenie wystrzałami... nie polecam

W ciemności bez latarki ani rusz, chyba że chcecie oświetlić sobie pomieszczenie wystrzałami... nie polecam

Adam: Sporo czasu spędza się na rozglądaniu i nasłuchiwaniu. Coś takiego jak minimapa nie istnieje, jedynym sposobem na rozeznanie się w terenie jest zdobycie normalnej papierowej mapy lub zwyczajne zabawienie się w turystę i poznanie planszy osobiście. Zapomnijcie o rushowaniu z jednego punktu mapy do drugiego. To znaczy możecie oczywiście to robić, ale jest to najszybsza droga do zebrania po drodze kulki. Strasznie podoba mi się system jaki twórcy zastosowali do poruszania się - nie dość, że możemy normalnie biegać (wciskając shift) to za pomocą kółka myszki dostosowujemy jeszcze prędkość chodzenia - tam gdzie czujemy, że nie ma zagrożenia możemy iść pewnym krokiem z maksymalną prędkością, ale kiedy trzeba nieco zwolnić, bo na przykład usłyszeliście w pobliżu trzask łamanych gałęzi, to nie musicie stawać w miejscu, bo możecie wyraźnie zwolnić tempo marszu - w ten sposób zmniejszacie prawdopodobieństwo wykrycia, bez potrzeby pozostawania w tym samym miejscu. I tak oto ze zwierzyny stajecie się myśliwym.
Gra jest pod wieloma względami bezlitosna - nie ma wszystko leczących soczków, cudownych bandaży ani uzdrawiających studni. Dodatkowo w przypadku zranienia czas działa na naszą niekorzyść - rana krwawi. A w plecaku musi się znaleźć miejsce również na amunicję, nie możemy rozepchać go samymi bandażami i lekami. Pamiętacie tryb Hardcore w Diablo? Otóż, tutaj jest on włączony na stałe. Macie jedno życie, a przypadku zgonu, tracicie wszystkie przedmioty i doświadczenie. Na szczęście, można cenne przedmioty przechowywać w tzw. ''secure container''. Na duży plus zasługuje też realistyczna balistyka pocisków oraz ograniczenia broni. Boleśnie przekonałam się o tym, że pistolety mają zasięg skuteczności 50 metrów. I nawet dziesięć radośnie wystrzelonych pocisków tego nie zmieni (ha! mam go, mam go! ale o co cho... %&*#$!). Poza tym broń może się przegrzać, zaciąć, niektóre jej elementy szybciej się zużywają - ale wszystko da się też naprawić i usprawnić. Wszystko. Na szczęście, jedzenie się nie psuje.

Gra wygląda naprawdę pięknie - ale to groźne piękno

Gra wygląda naprawdę pięknie - ale to groźne piękno

Po raz kolejny zaznaczę - w tej grze nie wszystko jest oczywiste. I nie jest to kwestia wczesnej wersji produkcji, a po prostu jej specyfiki. Każdy może mieć problem z innym aspektem gry - ale nie nazywalibyśmy się graczami, gdybyśmy poddawali się po jednej porażce, nieprawdaż?
Adam: Jeszcze kilka słów o broni palnej - nie dość, że trzeba przed meczem zdecydować, ile magazynków ze sobą bierzemy, ale jeszcze trzeba je umieścić w odpowiednim miejscu w ekwipunku. Myślicie, że wystarczy, że spakujemy maga do plecaka i on magicznie pojawi się w naszym pistolecie? O nie. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy natrafiłem na niczego nie spodziewającego się wroga, który do tego stał do mnie plecami, a mój pistolet po naciśnięciu spustu zrobił jedyne głośnie ''klik'' oznajmiając mi (i wszystkim wokoło!), że nie włożyłem do niego magazynka. Efekt? Kolega usłyszał odgłos mojej pustej broni, odwrócił się i... cóż, powiedzmy, że on magazynek do pistoletu włożył.
Podsumowując - gra na początku może niektórych zniechęcić, ale warto zagryźć zęby i dać jej szansę. To nie jest szybkie, proste pykadełko na 15 minut. Ale za to oferuje przeżycia, których nigdzie indziej nie znajdziecie - prawdziwe poczucie zagrożenia i pełną imersję. Na Adamie Tarkov też wywarł spore wrażenie:
Adam: Sporo dobrego o Trakovie już powiedziano ( zerknijcie choćby na materiały Łosia i Kromki) i wedle wszystkich oznak na niebie i ziemi mamy do czynienia z grą, która może sporo namieszać na rynku shooterów. Ostre survivalowe zacięcie, z systemem lootu bardzo, ale to bardzo przypominającym to co widzieliście w Dark Zonach w The Division, pełen realizm, spore mapy i bardzo ciekawie pomyślany tryb PvP sprawiają, że na pełną wersję Escape from Tarkov naprawdę warto czekać. A tymczasem? Pozostaje wytrzymać jeszcze trochę, bo deweloperzy wspominali o becie, która ma pojawić się tego lata.
Mimo że to Alfa, dla mnie wygląda jak gotowa produkcja - tyle że z małą ilością map. Dwa razy gra nie chciała się odpalić i raz podczas rozgrywki obraz się lekko zaciął, ale poza tym nie miałam żadnych problemów. Tarkov będzie dostępny na Steamie. Data premiery jest na razie nieznana. Battlestate nie przewiduje mikrotransakcji ani abonamentu - gdy raz grę kupicie, jest już Wasza na wieki (poza ewentualnymi płatnymi DLC). Więcej informacji znajdziecie na stronie głównej Escape from Tarkov.

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy do komentarzy. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji spoleczności brodaczy!

Komentarze