After The End: Forsaken Destiny

A oto jeden z naszych bohaterów - te starszy, co można poznać po wielkości rogów

A oto jeden z naszych bohaterów – ten starszy, co można poznać po wielkości rogów

20. marca ukazała się na urządzenia mobilne After The End: Forsaken Destiny od studia NEXON M. Inc oraz Neopeople. Jest to logiczna gra platformowa, osadzona w środowisku 3D. Jeśli szukacie czegoś w stylu Monument Valley, ale z odpowiednią dawką akcji, After The End powinno Wam się spodobać

Bohaterem jest rogaty ludek z plemienia Etaceh, z którego wywodzą się strażnicy krainy. Gramy na zmianę Ojcem i Synem, którzy niezależnie od siebie wyruszyli w podróż, ale na skutek działania dziwnych mocy są trochę przesunięci w fazie i czasami jeden widzi drugiego. Mi główny bohater kojarzył się ze smutnym diabełkiem. Jedyne jego wyposażenie to czerwona karimatka, przytroczona do pleców za pomocą czerwonego szalika, lekko powiewającego w podmuchach wiatru. Muszę przyznać, że jest w tym całym obrazie coś rozczulającego.

Fabuła gry jest dość prosta. Naszym celem jest dotarcie do źródła zła, które nawiedza krainę. W tym celu przechodzimy przez 12 epizodów, stanowiących oddzielne plansze. Po każdej z nich krąży kilku wrogów, z którymi radzimy sobie na różne sposoby – możemy ich wmanewrować w pułapki, zabić za pomocą kamienia (których jest ograniczona ilość, ot leżą sobie czasami niedaleko), albo po prostu unikać. Poza tym przesuwamy dźwignie, które otwierają drzwi, uruchamiają windy albo wprawiają w ruch platformy. W paru miejscach musimy też pobawić się dziwnym instrumentem muzycznym. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się tak naprawdę w lokacjach późniejszych, w świątyni (”The Temple”). To tam gra pokazuje, na co ją stać.

Czasami trzeba się nieźle nakombinować, by dojrzeć ukryty korytarz

Czasami trzeba się nieźle nakombinować, by dojrzeć ukryty korytarz

A stać ją na naprawdę wiele. Mechanika przypomina trochę tę znaną z FEZ, w którym trzeba było przechodzić grę pod różnymi kątami. Czasami jedna dźwignia diametralnie zmienia układ całej planszy, przesuwając całym kwartałem. Wtedy musimy obejrzeć sobie trójwymiarową planszę ze wszystkich stron i ocenić, co się zmieniło – jakie drzwi stanęły otworem, gdzie przemieścił się pokój z cennym skarbem, a która ściana zamieniła się w schody. W lokacjach przestrzennych, jak we wspomnianej świątyni, w której plansze to bryły unoszące się w powietrzu, trzeba się naprawdę nakombinować.

Poziom trudności W After The End na szczęście nie jest absurdalny. Czyli na początku nie mamy do wykonania zadań trywialnie prostych, by po kilku poziomach zderzyć się z murem nie do pokonania. Czasami trzeba się nieźle ”nakręcić” ekranem, by dojrzeć ukryte przejście, ale w gruncie rzeczy gra się przyjemnie. Lokacje nie są ani za krótkie, ani nazbyt skomplikowane. Muszę przyznać, że gra przez to mocno wciąga! Sama wielokrotnie obiecywałam sobie, że pogram tylko kwadrans, a kończyło się na kilku godzinach…

W grze przyjdzie nam odwiedzić kilka klimatycznych krain

W grze przyjdzie nam odwiedzić kilka klimatycznych krain

W grze da się zginąć – albo zabijają nas potwory, albo pułapki. Możemy też nieopatrznie spaść w przepaść. Zgon jest natychmiastowy, ale zaraz odradzamy się na w punkcie wyjścia. Ilość powtórzeń określana jest przez kryształki, które zbieramy po drodze. Gra jednak zapewnia nas, że śmierć to nie koniec przygody…

Jeśli chodzi o wygodę grania na urządzeniach mobilnych, to im większy ekran, tym lepiej. Zasadniczo ekran podzielony jest na pół – z lewej strony przesuwamy palcem, nadając kierunek ruchu, z prawej – obracamy kamerą. Czasami są problemy z rozróżnieniem, kiedy jedna funkcja przechodzi w drugą. Można by to rozwiązać po prostu poprzez umieszczenie okręgu, który wyraźnie ograniczałby pole manewru – jak to ma miejsce w niektórych grach RPG na telefony.

A oto jedna z maszyn grających. W grze przydają się słuchawki

A oto jedna z maszyn grających. W grze przydają się słuchawki

Z drugiej strony, im mniej rzeczy na ekranie, tym w tym przypadku lepiej. I nie dotyczy to tylko mikropłatności, które w wielu produkcjach nachalnie wyskakują na nas z każdego rogu (After The End jest ich całkowicie pozbawiona). Zbyt duża ilość szczegółów mogłaby uczynić grę niegrywalną, gdyż, tak jak pisałam wcześniej, czasami trzeba nieźle wytężać wzrok, by dojrzeć maluteńką dźwignię albo korytarzyk. Zoom jest ograniczony. Dlatego twórcy postawili na maksymalną przejrzystość szaty graficznej. Nie ma wielu szczegółów. Stylistyka gry jest jednolita, nie ociekająca tęczą i iskierkami, a barwy przygaszone, ale nie nudne.

Cóż mogę rzec więcej – After The End to przyjemna i jednocześnie nie ogłupiająca gra, która nie narzuca się ze znajdźkami. Spokojna ścieżka dźwiękowa pozwala na skupić się na głównej rozgrywce, a grafika nie odwraca uwagi, od tego, co najważniejsze – czyli od satysfakcjonujących zagadek.

Grę można pobrać z AppStore za 3.99€ albo z Google Play za 19,99 PLN.

Polecam!

Strona gry: After The End,

Pod tym wpisem można się reklamować. Jeżeli uważasz, że stworzyłeś bardzo dobry film związany z tematem wpisu, wklej do niego link w komentarzu. Najlepsze filmy zostaną tutaj na zawsze. Zapraszamy wszystkich do komentowania naszych artykułów. Czekamy na Wasze opinie. Do dyspozycji naszych czytelników oddajemy również forum dyskusyjne... serdecznie zapraszamy tam do rozbudowanych dyskusji i kooperacji społeczności brodaczy!